Bal przebierańców

Czy masz już swoją maskę na bal przebierańców, na który zostaliśmy zaproszeni przez polski rząd w dniu 16 kwietnia? Poniżej przedstawiam zdjęcie swojej maski, którą zamierzam dzisiaj włożyć. Nie roszczę sobie do niej praw autorskich. Możesz ją powielać, jeśli chcesz. Lub stworzyć własną wersję. 🙂

Na początku trochę opierałem się na myśl o obowiązkowym noszeniu masek zapowiedzianym przez władze od dnia 16 kwietnia. Aż uświadomiłem sobie, że maski te są swego rodzaju darem. Choć w swym wnętrzu kwestionuję ich zasadność z medycznego punktu widzenia, to widzę doniosłą rolę, jaką mają szansę odegrać: mogą uświadomić nam wszystkim, że w pewnym sensie wszyscy zawsze chodziliśmy w maskach. Stworzyliśmy z ziemskiego doświadczenia swego rodzaju bal przebierańców, przywdziewając maski osobowości, rasy, płci, ról społecznych i zawodowych, a także doktryn religijnych, filozofii i przekonań. Przebrania te nigdy nie mówiły prawdy o nas, a jedynie tę prawdę przykrywały. Z czasem zapomnieliśmy, że to miała być tylko zabawa i zaczęliśmy się utożsamiać z naszymi maskami. I od tego momentu baliśmy się pokazać swoje prawdziwe Ja.

Lecz teraz, gdy sobie to uświadamiamy, możemy przestać udawać. Możemy przestać ukrywać to, co jest w naszym sercu, możemy przestać grać rolę, która nie jest nasza, możemy przestać udawać, że jesteśmy kimś, kim nie jesteśmy. Możemy zacząć słuchać swojej duszy, nie bać się żyć zgodnie z nią. Gdy to robimy, mamy naturalną skłonność, by widzieć również duszę drugiego człowieka zamiast prezentowanej na zewnątrz fasady. Gdy żyjemy zgodnie z sercem, gdy stajemy się autentyczni, wszystkie maski padają.

Częścią stawania się autentycznym jest słuchanie tego, co czujemy. Większość z nas bardzo wcześnie w dzieciństwie nauczyła się tłumić emocje, ponieważ powiedziano nam, że są złe. Zamiast więc na przykład być w kontakcie ze swoim gniewem, schowaliśmy go głęboko w sobie, w swoich komórkach, i przywdzialiśmy maskę „politycznej poprawności”. Staliśmy się „grzeczni”. No bo przecież tata i mama lub pani w przedszkolu powiedzieli: „Bądź grzecznym chłopcem/dziewczynką. Nie można się złościć”.

A dlaczego nie można? Dlaczego nie można było wyrazić tego, co się czuje. No bo trzeba było się dostosować do zasad społeczeństwa. No cóż, muszę przyznać, że do mistrzostwa opanowaliśmy grę w dostosowanie, grę w chodzenie na kompromis. W ten właśnie sposób straciliśmy kontakt ze sobą, przestaliśmy czuć i zaczęliśmy przeżywać swoje życie w głowie, w swoich myślach.

Czy możemy to odwrócić? Oczywiście. Wystarczy, że zauważymy, że gramy, że uczestniczymy w wielkim balu przebierańców. Wystarczy, że zaczniemy zauważać sygnały płynące z naszego ciała i za jego pośrednictwem wejdziemy ponownie w kontakt z własnymi emocjami. Weźmy ponownie wspomniany już przykład złości. Zamiast odgrywać złość w sposób nieświadomy na drugim człowieku poprzez konflikty rodzinne, kłótnie parlamentarne czy wojny między państwami, możemy po prostu ją poczuć, rozumiejąc, że odczuwanie jej jest w porządku i że nie ma ona nic wspólnego z kimś innym. W ten sposób przeżywając w sobie w pełni to, co nauczono nas ukrywać, paradoksalnie staniemy się spokojniejsi. Jeśli trzeba, będziemy potrafili mówić, co nam na sercu leży, będziemy wyrażali otwarcie swoją prawdę, ale nie będziemy robili tego w trybie walki, w trybie projekcji. Po prostu będziemy sobą. A będąc sobą, zademonstrujemy innym, że również mogą być sobą. Nie muszą się już ukrywać za maską fałszywej tożsamości. Mogą przestać się bać. Mogą być niewinni jak dzieci i szczerzy w wyrażania tego, co czują. Mogą zacząć prawdziwie żyć.

Oto nagranie z dzisiejszej medytacji, w której również mówię o życiu w kontakcie ze Sobą.