Artykuły

O jednej mocy, porzuceniu osądu i Nowej Ziemi – artykuł

Gdy po raz pierwszy doświadczyłem tego, że istnieje jedna moc, konflikt zaczął znikać z mojego umysłu. Złudzenie konfliktu jest podtrzymywane przez nasze myśli, że istnieje jakaś moc na zewnątrz nas, która może nam coś zrobić. To nigdy nie jest prawdą. Zawsze widzimy tylko odzwierciedlenie własnej mocy. Nawet jeśli ktoś wierzy, że choroba bądź działania rządu, czy kogoś mu bliskiego są dla niego zagrożeniem, to widzi jedynie odzwierciedlenie swojej własnej mocy, którą oddał komuś czy czemuś.

Możemy więc wierzyć w moc choroby lub moc ludzkich praw, ale to tylko pokazuje, jak decydujemy się w danym momencie używać swojej własnej mocy. Z drugiej strony, możemy wierzyć, że choroba jest niczym wobec mocy Życia, tak jak ego jest bezsilnym kaprysem wobec mocy Boga. Nie twierdzę, że chorób nie ma. Są teraz, tak jak były przedtem. Ale od nas zależy, czy uczynimy z choroby bożka, któremu z bojaźnią będziemy oddawać cześć, czy też skupimy się na radosnym przeżywaniu życia.

Obecna sytuacja na świecie pokazuje coraz wyraźniejszy podział ludzi na tych, którzy wierzą w moc choroby i lęku i tych, którzy wierzą w moc życia i miłości. Ten podział istniał już wcześniej, ale po raz pierwszy w historii jest on tak wyraźny. Ludzie, którzy wierzą w moc choroby, skupiają się na ochronie przed nią, nie pozwalając sobie żyć pełnią życia i pogarszając swoje zdrowie poprzez pozostawanie w stanie stresu. Ludzie, którzy wierzą w moc życia, skupiają się na życiu i na pełnym jego przeżywaniu, zapewniając sobie lepszy stan zdrowia poprzez odpuszczenie stresu i doświadczanie radości.

Gdy skupiamy się na życiu, możemy nadal doświadczać symptomów chorobowych, ale nie musimy ich traktować jako zagrożenia, lecz jako zwyczajny przejaw naszej przemiany. A już z pewnością nie musimy zawieszać życia w obawie przed chorobą.

Jak jednak funkcjonować, gdy ludzie wokół nas nadal żyją w stanie lęku, a sztuczny świat dziwnych reguł i obostrzeń wydaje się dotykać również nas? Przede wszystkim róbmy swoje. Innymi słowy, skupmy się na tym, czego my naprawdę chcemy, co nas inspiruje i co my pragniemy robić, i podtrzymujmy w sobie częstotliwość wdzięczności, pokoju i radości. Tylko w ten sposób, a nie przez osądzanie tych, z którymi się nie zgadzamy, będziemy w stanie przemienić ten świat i wykroczyć ponad niego. Gdy bowiem skupiamy się na tym, czego chcemy, a nie na tym, czego nie chcemy, wzmacniamy to w naszych umysłach i pozwalamy na przejawienie się tego w naszym doświadczeniu. Co więcej, nasz przykład – czyli pozostawanie w stanie radości niezależnie od okoliczności – pozwala ludziom, z którymi się stykamy, zobaczyć, że istnieje inna droga. Na pewno nasz osąd nie pomoże im tego zrozumieć. On tylko pogłębi konflikt w ich i w naszym doświadczeniu. Gdy bowiem osądzamy, wzmacniamy wrażenie prawdziwości tego, z czym się nie zgadzamy. Gdy jednak patrzymy na wskroś naszych osądów i widzimy światło w tych, w których dotąd widzieliśmy ciemność, gdy całkowicie przeoczamy iluzję lęku i skupiamy się na rzeczywistości miłości, wówczas podnosimy naszą wibrację na tyle, że ciężkie wibracje starego postrzegania nie są w stanie nas dotknąć. W pewnym sensie przestają one dla nas istnieć.

Ostatnio w polu mojej świadomości pojawiła się taka myśl: ludzie, którzy doświadczają lęku, eksplorują po prostu pewną częstotliwość i z ich punktu widzenia jest to całkowicie uzasadnione. To nie jest dobre ani złe. Gdy przestaję patrzeć na nich jako „gorszych”, „mniej rozwiniętych”, a widzę jedynie, że pragną doświadczać pewnego rodzaju wibracji, wówczas znika postrzeganie, że jest z nimi lub ze światem coś nie tak. A gdy tak się dzieje, ja czuję się jeszcze bardziej wolny i pełen pokoju, mając świadomość, że istnieje JEDNA MOC I RÓŻNE FORMY DOŚWIADCZENIA. Nowa Ziemia, po której stąpam, nie pojawia się więc jako rezultat jakiegoś spektakularnego zjawiska eliminacji tych, którzy myślą inaczej (choć zauważam, że w sposób bezkonfliktowy automatycznie znikają z mojego życia), lecz jako rezultat eliminacji mojego osądu.