Koniec konfliktu

Ile razy w życiu mówiłeś jedno, a robiłeś drugie, postanawiałeś sobie jedno, a potem zachowywałeś się tak, jakbyś walczył ze sobą lub sprzeciwiał się swemu pragnieniu? To poczucie konfliktu między przeciwstawnymi stanami istnienia to jeden ze sposobów na określenie tego, czym jest ego. Ego to gra przeciwieństw. Klasycznym przykładem jest pragnienie miłości z jednoczesnym wątpieniem, czy jest się jej w pełni godnym. Czyli chcenie miłości i jednoczesne jej odrzucanie. Sama esencja konfliktu.

Tak naprawdę już samo uznanie, że nie mam w tej chwili tego, czego pragnę, jest zgodą na konflikt we własnym umyśle i tworzeniem wrażenia rozdwojenia. Czyli jesteś w punkcie A, a chcesz być w punkcie B: jesteś chory – chcesz być zdrowy; jesteś otyły – chcesz być szczupły; jesteś biedny – chcesz byś bogaty; jesteś sam – chcesz być z kimś; mieszkasz w mieście – chcesz mieszkać na wsi, i tym podobne.

Nie ma oczywiście nic złego w chceniu tych rzeczy, ale jeśli mówisz, że czegoś chcesz, a jednocześnie twierdzisz, że nie masz tego, czego chcesz, to oszukujesz sam siebie, ponieważ zawsze doświadczasz dokładnie tego, czego chcesz. Gdybyś tego nie chciał, to byś tego nie doświadczał. Właśnie dlatego konflikt jest złudzeniem. Konflikt jest próbą wmówienia sobie, że nie jesteś dokładnie tam, gdzie chcesz być.

Czy nie byłoby łatwiej powiedzieć bez żadnego osądu: „odczuwam niedostatek, ponieważ w tej chwili wybieram doświadczenie niedostatku”? Gdy rozluźniasz się w rozpoznaniu, że doświadczasz dokładnie to, czego chcesz, konflikt znika z twojego umysłu. Wówczas możesz podjąć decyzję, czy nadal chcesz doświadczenia niedostatku, czy wolałbyś na przykład wybrać obfitość?

Nie dokonujesz jednak wówczas tego wyboru z przestrzeni konfliktu. Nie walczysz bowiem z tym, co jest, nie uznajesz tego, co jest, za coś złego, nie starasz się więc zaradzić sytuacji, rozwiązać problemu, czy zmienić stanu ciała. Widzisz bowiem, że niedostatek, brak miłości, choroba, postura ciała to tylko doświadczenia. Jeśli chcesz, możesz ich nadal doświadczać bez krzty poczucia winy, a nawet się nimi rozkoszować.

Jeśli jednak uznasz, że chcesz wybrać coś innego, to również możesz to zrobić. Twój wybór jest wówczas niczym innym jak decyzją, by nie skupiać się na formie (czyli ciągłym poprawianiu siebie lub przechodzeniu z punktu A do B, itd.), lecz na TREŚCI. Przykładowo: zamiast skupiać się na braku miłości (czyli na formie, np. braku partnera), skupiasz się na miłości (czyli na treści, np. na uznaniu, że już jesteś miłością). Zamiast skupiać się na niedostatku (czyli na formie, np. braku pieniędzy), skupiasz się na obfitości (czyli na treści, np. na tym, że już w tej chwili otacza cię obfitość życia). Zamiast skupiać się na chorobie (czyli na formie, np. na stanie fizycznym ciała) skupiasz się na zdrowiu (czyli na treści, np. na tym, że już jesteś doskonały, jakim stworzył cię Bóg).

Jeżeli w ślad za tą zmianą skupienia uwagi pójdzie też zmiana sposobu bycia, to niemożliwe jest, żeby nie zmieniła się również twoja zewnętrzna sytuacja. Forma dostosuje się do treści. Dla mnie pomocne jest jednak zawsze pamiętanie, że celem nie jest zmiana formy. Celem jest pamiętanie o Treści, skupienie na tym, co prawdziwe – na najgłębszym pragnieniu Serca. Jak mówi Jeszua: Starajcie się wpierw o Królestwo, a wszystko inne będzie wam dodane. (Mt 6,33)

Nie chodzi o to, że jest coś złego w chęci zmiany formy. Można pozwalać sobie na zabawę formą, na jej zmiany, na doświadczanie innych rzeczy. Jeżeli pamiętamy jednak, że forma jest zawsze wtórna wobec treści, wówczas nie uzależniamy naszego szczęścia od zmiany formy. Zamiast tego wpierw odnajdujemy szczęście, pokój, miłość w sobie bez oczekiwania rezultatów, a następnie pozwalamy, aby życie ułożyło się samo w najlepszy możliwy sposób, bez naszej kontroli.

Zapraszam też do przesłuchania audio o podobnej tematyce. Jest to przekaz channelingowy Jeszuy o Końcu sprzeczności.