Koronawirus – aktywacja, aktualizacja i regeneracja

Zwolennicy panującego systemu społeczno-politycznego mówią, że koronawirus jest zagrożeniem. Zwolennicy teorii spiskowych z kolei twierdzą, że to system jest zagrożeniem, ponieważ nagłaśnia i wyolbrzymia problem po to, by uzyskać większą kontrolę nad ludźmi. A co jeśli ani jedna, ani druga strona nie przekazuje nam pełnego i prawdziwego oblicza sytuacji, ponieważ patrzy na nią tylko z jednego punktu widzenia?

Jaka jest więc prawda o koronawirusie? Żeby dotrzeć do prawdy, trzeba się wznieść ponad konflikt i lęk, ponieważ konflikt nie pozwala nam zobaczyć całego obrazu sytuacji, a lęk ogranicza naszą zdolność myślenia i rozsądnego podejmowania decyzji. Jak więc wznieść się ponad konflikt i lęk? Pierwszym krokiem jest wzięcie pełnej odpowiedzialności za swój umysł.

Sami tę grę zaprojektowaliśmy
Czy bierzesz pod uwagę myśl, że wszystko, co się dzieje na świecie, jest doświadczeniem, które indywidualnie i zbiorowo wybraliśmy? Alternatywą dla tego myślenia byłby powszechnie panujący w świecie pogląd, że znaleźliśmy się tu przypadkiem, ot tak, spłodzeni przez rodziców, ukształtowani przez społeczeństwo, targani przez zmienne koleje losu, pogody, wirusów i epidemii, i dryfujący bezwolnie ku bliżej nieokreślonej przyszłości, na którą mamy niewielki wpływ. Jeśli mógłbyś wybierać, to według której z tych postaw i sposobów myślenia chciałbyś żyć? Czy wolałbyś żyć z pozycji twórcy, czy ofiary?

A czy masz w ogóle wybór? Zawsze masz wybór, dokładnie tak jak w tej chwili możesz wybrać, czy chcesz czytać ten artykuł dalej, czy też zrezygnować z czytania. Jeśli twoim wyborem jest spojrzeć na siebie z pozycji twórcy, to musisz uznać, że wszystko, co się dzieje, jest skutkiem twojej decyzji.

Jeżeli wyjdziemy z tego założenia, to oznacza, że nic w naszym życiu nie dzieje się przez przypadek ani nie jest powodowane czynnikami zewnętrznymi. Tak, dotyczy to również koronawirusa. A zatem jego pojawienie się i związane z nim działania rządów państw – widziane z szerszej perspektywy – dzieją się za zgodą naszych dusz, które podjęły decyzję, by się inkarnować w czasach wielkiej transformacji, nie tylko na skalę Ziemi, ale i całego wszechświata.

Uwolnienie od dualności postrzegania
Nie twierdzę, że wirus ten nie został sztucznie wyprodukowany. Najprawdopodobniej właśnie tak było. Jest również prawdopodobne twierdzenie, że sztuczne wzbudzanie poczucia zagrożenia przez media i rządy państw – niewspółmierne do skali zagrożenia w porównaniu z innymi chorobami, które przynosiły i przynoszą znacznie więcej ofiar śmiertelnych, choć nie wzbudzają takiego rozgłosu – to sprytny sposób na ograniczenie praw i wolności obywatelskich i wprowadzenie mechanizmów kontroli na masową skalę.

Nie chcę też w tym miejscu wchodzić w dywagacje, po co te wszystkie mechanizmy kontroli. Jedni twierdzą, że rządzący wdrażają pewne pozytywne zmiany, które inaczej nie mogłyby być szybko i skutecznie wprowadzone, a inni argumentują, że jest wręcz odwrotnie – że boją się oni pewnych głębokich transformujących zmian, które mają wkrótce zajść na Ziemi i próbują desperacko zachować status quo.

Dla mnie istotne jest jedynie to, że niezależnie od tego, jaką rolę grają rządzący, to my sami im te rolę daliśmy. Umówiliśmy się poza czasem na cały ten teatr. Tak więc zarówno ten „zły”, jak i ten „dobry” w naszej własnej sztuce po prostu odgrywają swoje role. Nawet coś, co nazwalibyśmy „złem wcielonym”, odgrywa swoją rolę w jednym tylko celu: dla transformacji i przebudzenia. W tym sensie nie ma nikogo z gruntu złego. „Zły” pomaga „dobremu” się przebudzić, ponieważ daje mu szansę podjąć decyzję i ostatecznie opowiedzieć się za tym, czego naprawdę chce. A gdy już „dobry” jest przebudzony, wówczas wie, że zło nie ma na niego żadnego wpływu. Nie musi już walczyć ze złem, ponieważ wzniósł się ponad iluzję dualizmu. Co zaś dzieje się ze złem, gdy nie ma już żadnego zwolennika ani przeciwnika? Cóż innego mogłoby zrobić, jak nie samo się przebudzić? Tak, choć może być trudno w to uwierzyć umysłowi tkwiącemu w pułapce dualizmu, to nawet „diabeł” chce się w końcu przebudzić. I może się wreszcie przebudzić, gdy my – indywidualnie i zbiorowo – przestajemy być adwokatem diabła.

Czy moglibyśmy więc spojrzeć na całą sytuację z koronawirusem jako zaaranżowaną przez nas wszystkich grę, w której chodzi tylko o przemianę. Nie chodzi w niej o uniewinnianie samego siebie przez znajdywanie winnych. Nie chodzi też o unikanie sytuacji czy bierność wobec systemu. Chodzi o wzięcie pełnej odpowiedzialności za siebie i zadanie sobie prostych pytań: Co te okoliczności oznaczają dla mnie? Czy informacje docierające do mnie z mediów są rzeczywiście prawdziwe? Jakie domagające się jeszcze uzdrowienia obszary nieświadomości we mnie samym wydobywa na wierzch ta sytuacja? Do czego mnie mobilizuje? I czego ja naprawdę chcę?

Krótko mówiąc, mimo wszystkich skutków, które odczuwamy i będziemy odczuwać, jak ograniczenie zdolności poruszania się, zagrożenie wzrostu lub istnienia wielu firm, czy nawet możliwość fizycznego zarażenia wirusem, czy możemy spojrzeć na całą tę sytuację pozytywnie? Bo przecież mimo kwarantanny czy pewnych ograniczeń nałożonych na nasze ciała, nikt z zewnątrz nie może zniewolić naszych umysłów. Jesteśmy wolni, by zdecydować, jak chcemy to wszystko postrzegać.

Aktywacja
Choć zdaję sobie sprawę, jak wiele ludzi siedzi obecnie przed telewizorami karmiąc się lękiem, to jest też rosnąca liczba ludzi świadomych, którzy nauczyli się patrzeć na wskroś pozorów prezentowanego w mediach obrazu sytuacji. Paradoksalnie rosnący lęk sprawia, że ci, którzy się obecnie budzą na całej planecie, jeszcze bardziej pragną światła i widzą, że nie mają dłużej czasu do stracenia. Nadszedł czas na zmiany, duże zmiany. I to jest bardzo ekscytująca wiadomość. Zamiast postrzegać koronawirusa jako zagrożenie można go potraktować jako zwyczajną informację zwrotną w naszych umysłach, która przynagla nas do jeszcze głębszego wniknięcia w siebie i otwarcia na Nowe.

Co więcej, obserwujemy obecnie ogromną mobilizację świadomych ludzi, by działać wspólnie na rzecz dobra i przebudzenia. Chyba nigdy w historii ludzkości nie zdawaliśmy sobie tak wyraźnie sprawy, jak bardzo jesteśmy połączeni i jak niemożliwe jest oddzielenie korzyści jednego człowieka od drugiego. Wszyscy płyniemy tą samą łodzią. To, w jakim kierunku ona podąży, zależy od nas.

Jedno staje się coraz bardziej oczywiste: nie da się już utrzymać status quo. Stary świat odchodzi i mimo sentymentu wielu ludzi do tego, jak było kiedyś, dawne czasy już nie powrócą. Możemy więc pozwolić rozpaść się starym, opartym na lęku i niedziałającym już strukturom przekonań i zobaczyć życie w nowym świetle. Możemy pozwolić odejść ekonomii opartej na izolowaniu własnych interesów od innych. Tak jak wirus, lub ściślej mówiąc – działania władz w odniesieniu do wirusa – dotykają całą planetę i wszyscy zaczynają to widzieć, tak i nasze dzielenie się obfitością i miłością – zamiast trzymania dóbr jedynie dla siebie – wpłynie na nas wszystkich. Przyjrzyjmy się więc, co takiego już teraz możemy zmienić w swoim życiu, w swojej rodzinie czy pracy, co mogłoby wpłynąć na ogólną zmianę świadomości. W jaki sposób możemy bardziej kochać siebie i innych? Jak możemy iść w kierunku przebudzenia zamiast mu się opierać?

Nieprzypadkowo inkarnowaliśmy się akurat w tym czasie. Wszyscy chcieliśmy wnieść swój wkład w wielką transformację, jaka ma miejsce obecnie na Ziemi. I mamy teraz okazję dokonać wyboru, indywidualnie i zbiorowo, żeby zrzucić z siebie ostatnie zasłony i aktywować w pełni plan naszych dusz, w pełni przypomnieć sobie, po co naprawdę tu jesteśmy!

Aktualizacja
Drugą pozytywną zmianą, jaką niesie obecna sytuacja, jest coś, co nazywam aktualizacją oprogramowania świadomości – z programu opartego na lęku i poleganiu na intelekcie do programu opartego na miłości i działaniu z poziomu serca.

Do tej pory zbiorowa świadomość była rządzona przez lęk. W obecnej sytuacji wydaje się, że lęk jeszcze bardziej się wzmógł, ale tak naprawdę to nie znaczy, że wcześniej było go mniej. Lęk był i przedtem, tyle, że mniej widoczny czy namacalny w codziennym życiu, ponieważ był dość skutecznie zamiatany pod dywan. Teraz nie da się go już zatuszować. I to jest dobra wiadomość. Paradoksalnie konieczność zmierzenia się z własnym lękiem przyspiesza naszą decyzję, czy pozwolimy lękowi dalej rządzić naszym życiem, czy też zamiast niego wybierzemy miłość.

Można by potraktować całą sytuację z koronawirusem jako swego rodzaju sprawdzian z naszej dojrzałości czy też gotowości do głęboko idącej transformacji. Jednak nawet jeżeli nie wyrazimy gotowości na zmiany, program Życia i tak zostanie zaktualizowany. Do nas tylko należy decyzja, czy pozwolimy sobie być aktywnymi i świadomymi uczestnikami tego procesu.

Tak jak w komputerze aktualizacja systemu wymaga resetu komputera, tak i w przypadku przechodzenia Ziemi i nas wszystkich do Nowej Świadomości, do nowych wibracji pokoju, harmonii, obfitości i miłości potrzebny będzie reset starych koncepcji i idei. Reset może być miękki bądź twardy. Z miękkim resetem mamy do czynienia wtedy, gdy zmiana zachodzi niemal niezauważenie, a z twardym wtedy, gdy pojawia się na tyle poważny problem lub komputer się zawiesza tak, że jedyne, co możemy zrobić, to wcisnąć przycisk „wyłącz”. Tego rodzaju twardym resetem w przypadku ludzkości mogłyby być zarówno poważne zmiany klimatyczne i magnetyczne na Ziemi, jak i skutki działania jakiegoś wirusa.

Osobiście czuję – i pewnie wielu z was też – jakbym już teraz przechodził swego rodzaju reset i aktualizację mojego wewnętrznego oprogramowania. Nie mogę już myśleć tak jak myślałem. Nie mogę trzymać się swoich myśli i przekonań ego. W ich miejsce pojawia się pragnienie całkowitego poddania Bogu i podążania tylko za sercem w każdej chwili życia. Wszystko inne przestaje mieć jakikolwiek sens i jest zwykłą stratą czasu. Umysł chce pozostać w częstotliwości pokoju i miłości, ponieważ tylko tu czuje się jak w domu. Jednocześnie w świetle wzrastającej świadomości na wierzch wychodzą nadal resztki starych programów, po to by mogły być oczyszczone. Można więc pozostać w stanie wdzięczności za wszystko – i za to, co lekkie, i za to, co ciężkie. To, co lekkie, przypomina mi o tym, czym jestem. To, co ciężkie, przypomina mi o tym, co w sobie odrzuciłem, a co jeszcze domaga się objęcia i ukochania.

Regeneracja
Gdy patrzę na opustoszałe ulice Warszawy, na puste galerie handlowe, na niemal bezchmurne niebo chwilowo wolne od samolotów, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że daliśmy sobie i Ziemi czas na regenerację. Wygląda to tak, jakbyśmy zaofiarowali sobie okazję – ciekawe, że akurat przed Świętami Wielkanocnymi – do postu od samych siebie, do pójścia wgłąb siebie i głębokiego zastanowienia, co jest dla nas naprawdę ważne, do odpowiedzi na pytania: czy rzeczywiście chcemy tkwić w dawnych schematach myślenia, dążyć do własnych intelektualnych rozwiązań, czy też jesteśmy gotowi, by podążyć za mądrością serca?

Zamiast karmić się lękiem poprzez słuchanie mediów, wykorzystajmy ten czas konstruktywnie: do świadomego spowolnienia i wyciszenia myśli, do pobycia z rodziną i z samym sobą, do regeneracji zmęczonych umysłów i ciał i do otwarcia naszych serc na prawdziwą komunikację ponad koncepcjami świata.

Choć mogą nas pozornie oddzielać ściany budynków i mieszkań, to w rzeczywistości nigdy nie jesteśmy oddzieleni. Posłużmy się więc tym czasem odseparowania ciał, by wzmocnić poczucie połączenia, wpierw z własnym wnętrzem, a następnie z tymi, których kochamy. Możemy to zrobić bezpośrednio z serca do serca, z umysłu do umysłu, ale możemy też na przykład chwycić telefon i zadzwonić do kogoś z rodziny lub przyjaciół i zapewnić ich, że o nich ciepło myślimy, że ich kochamy i że wszystko będzie dobrze. Nie musimy im tłumaczyć duchowych koncepcji. Wystarczy, że sami będziemy trwać w pewności, że nie ma się czego bać.

Pamiętajmy też, że choć możemy mieć chwilowo ograniczoną możliwość poruszania się czy spotykania, to nasze umysły są na zawsze nieograniczone. Użyjmy więc nieograniczonej mocy naszych umysłów nie do tego, by podtrzymywać grę w lęk lub by osądzać tych, którzy nadal w nią grają, lecz do tego, by błogosławić i uzdrawiać. Nie uzdrawiajmy wirusa, gdyż nie on jest problemem, lecz uzdrówmy nasz własny umysł, który uwierzył, że wirus jest problemem. Uzdrowienie umysłu jest jednoznaczne z naszym obudzeniem z głęboko zakorzenionej wiary w ograniczenie, małość i brak i przypomnieniem, że zostaliśmy powołani do wielkości. Jesteśmy nieśmiertelnymi istotami światła, daleko wykraczającymi poza materialną rzeczywistość trójwymiarowego świata i myślowe interpretacje tego, co widzimy.

Czyż nie nadszedł już czas, byśmy się obudzili z własnej gry w lęk? Wymyśliliśmy ją, by przez chwilę śnić sen o oddzieleniu. Wiemy jednak, że – jak każda gra – ta też będzie miała swój kres. Doprowadźmy więc ją do końca poprzez nasz wybór, by być obecnością miłości dokładnie tam, gdzie się znajdujemy. Gdy zaś trwamy jako miłość, możemy objąć wszystkie strachy tego świata, gdyż wiemy, że nie mają one wpływu na naszą rzeczywistość.

A oto ten sam artykuł w formie nagrania:

Listen to „Koronawirus – aktywacja, aktualizacja, regeneracja” on Spreaker.