O wyjściu z matriksu lęku poprzez miłość

Dualistyczne postrzeganie świata zawsze wiąże się ze stawaniem po czyjejś stronie. Albo więc próbujemy walczyć z istniejącym systemem wartości czy porządkiem świata, albo go usprawiedliwiamy i bronimy. A co jeśli żadna strona barykady nie jest prawdziwa?

Nie stawiajcie oporu złemu

Matriks zwany światem oddzielenia opiera swe rzekome istnienie na tym, że w niego wierzymy. A wzmacniamy w naszych umysłach przekonanie o jego prawdziwości nie tylko poprzez obronę istniejącego systemu, ale również poprzez walkę z nim. Nigdy jednak nie obudzimy się z iluzji w ten sposób. Walka bowiem, jakkolwiek „szlachetne” by miała pobudki, zawsze jest potwierdzeniem, że wierzymy, iż istnieje coś na zewnątrz nas, coś oddzielonego, coś, co nam zagraża. A to nigdy nie jest prawdą.

Możemy rozpoznać, że nie ma się czego bać dopiero wtedy gdy przestaniemy się bronić lub walczyć. Gdy przestaniemy stawiać opór złemu, do czego nawoływał między innymi Jezus w Kazaniu na Górze, rozpoznamy, że nie ma żadnego zła. Nikt nigdy nie chciał nam niczego zrobić. Nikt nigdy nie był naszym wrogiem. Zawsze byliśmy otoczeni przez samych zbawicieli, pomocników, przyjaciół. Nawet jeśli robili oni coś, co poruszało w nas czułe struny, to zamiast ich o to obwiniać, możemy przyznać, że sami o to poprosiliśmy, żeby się przebudzić. Wszystko zawsze nas popychało do przebudzenia –  nawet sam matriks. Im bardziej bowiem widzimy, jak matriks działa i czym jest, im bardziej widzimy, że jest on tylko grą, którą sami wymyśliliśmy, tym mniej chcemy z nim walczyć. Decydujemy się raczej zmienić zasady gry lub całkowicie grę odłożyć.

Wyrażanie swojej prawdy kończy oddzielenie

Jeśli już wiemy, że walka nie jest rozwiązaniem, czy to znaczy, że mamy pozostać bierni wobec matriksu świata, że mamy nie wyrażać odważnie swojej prawdy? Bynajmniej. Szczere mówienie i robienie tego, co czujemy, bez obawy o reakcję innych, jest jedną z form rozpuszczania matriksu. Czyniąc to pokazujemy bowiem sami sobie, że nie wierzymy już w oddzielenie i uświadamiamy sobie, że bycie autentycznym i szczerym budzi do tego samego również innych.

Przeoczyć zamiast wzmacniać

A teraz wróćmy do zmiany zasad gry. Wielu z was pewnie styka się z informacjami kreowanymi przez media: kolejne choroby, wypadki, katastrofy, śmiertelne wirusy, itp. Jedną z postaw wobec tych tzw. informacji mogłoby działanie według zasad systemu, a więc obrona oparta na strachu. Drugą skrajną postawą byłoby obnażanie absurdalności tych informacji, oskarżanie mediów o propagandę, czyli walka również oparta na strachu. Jest jednak jeszcze trzecia postawa, która według mnie najszybciej i najprościej zmienia zasady gry. Można całkowicie te medialne informacje przeoczyć. Można wyłączyć albo wyrzucić telewizor, albo – jeśli już te informacje oglądamy lub czytamy – można zadbać o to, żeby nie zmieniały one naszej wibracji. Można po prostu robić swoje: żyć pełnią życia, pełnią miłości, nie dając się w ogóle wkręcić w grę lęku.

Zdystansowanie się wobec samych siebie

Czy przeoczanie konfliktu zamiast skupiania na nim uwagi oznacza obojętność lub próbę ucieczki od tego, co się dzieje? Tylko wówczas, gdy nie chcemy przyjrzeć się w samych sobie czemuś, co ukryliśmy. W takim wypadku przeoczanie własnego konfliktu byłoby wyparciem, a więc formą ucieczki. Jeśli jednak nie wypieramy się niczego w sobie, to przeoczenie konfliktu jest po prostu świadomym wyborem, czego chcemy, a czego nie chcemy.

Warto również zwrócić uwagę, że wbrew temu, w co przyzwyczailiśmy się wierzyć, w konflikcie nic się nie dzieje. Gdy więc skupiamy się na konflikcie, to dosłownie skupiamy się na iluzji. Konflikt bowiem to domena ego, które za pomocą naszej wiary w konflikt walczy o uzasadnienie swojego istnienia.

Rozpoznanie, że w konflikcie nic się nie dzieje, pozwala nam zrobić pierwszy krok do uzdrowienia: możemy zdystansować się wobec samych siebie i świata, który widzimy. Dopiero z poczucia owego dystansu i wewnętrznego spokoju możemy następnie spojrzeć na nasze przekonania, które wywołały konflikt i pozwolić na ich usunięcie.

Jak wyjść z matriksu?

Gdy mówię o wyjściu z matriksu, nie chodzi mi o ucieczkę od problemu, ponieważ ze wszystkiego, co się nam przydarza – nawet z konfliktu – możemy się czegoś nauczyć o sobie i swoich przekonaniach. Chodzi mi jednak o nienadawanie wartości konfliktowi poprzez nadmierne skupianie na nim uwagi. Gdy bowiem skupiamy naszą uwagę na konflikcie –  na tym, co mówią nam media lub emocjonujemy się chorobą ciała czy jakimś konfliktem w związku bądź w pracy, to skupiamy się na samej esencji iluzji matriksu – na lęku. A skupiając na nim uwagę, dajemy temu energię i potwierdzamy sami dla siebie, że matriks jest prawdziwy.

Jak więc wyjść z matriksu, z iluzji oddzielenia? Najpierw rozpoznajmy, że nie ma czegoś takiego jak prawda obiektywna. A więc to, że świat mówi nam, iż trzeba się bać, nie oznacza, że trzeba się bać. Od nas, i tylko od nas, zależy w co wierzymy i na czym chcemy skupić naszą uwagę. Czy nie jest więc rozsądne, że wyjściem ze świata lęku byłaby jego całkowita odwrotność? Odwrotnością lęku jest miłość. Zamiast więc bronić systemu lub z nim walczyć, wzmacniając w ten sposób lęk, możemy skupić całą naszą uwagę na miłości. Jeżeli za naszą uwagą faktycznie podąża nasza energia, i przyciąga do nas odpowiednie do tej energii doświadczenie, to jeśli skupimy się na miłości, i tylko na miłości, to zgadnij, jaki świat zaczniemy widzieć?

Czy zadanie sobie następującego pytania nie byłoby więc dobrą formą rozpoczęcia każdego dnia:

Jaki świat dziś chcę widzieć: świat miłości, czy świat lęku?

Jeśli chcesz widzieć świat miłości, to możesz sobie zadać kolejne pytanie: W jaki sposób przyniosę więcej miłości do swego życia? Nie musisz sięgać daleko. Nie musisz zbawiać całego świata. Wystarczy, że zbawisz swój ogródek, swój mikroświat, że uzdrowisz swoje najbliższe relacje, wypełniając w ten sposób swoją rolę w budzeniu świadomości wszystkich ludzi na świecie. Zacznijmy więc od siebie, od naszej decyzji, by dzisiaj być obecnością miłości, a zobaczymy inny świat. Być może nasze zmysły jeszcze będą przez chwilę dostrzegać stary świat, ale nowy świat już będzie zza niego wyglądał, ponieważ będziemy czuć więcej pokoju, więcej harmonii i więcej radości w sobie. A nasze uczucia i nasza postawa nie mogą nie być zaraźliwe. Zarażajmy się więc nawzajem miłością, zamiast lękiem przed wirusami, czy jakimkolwiek lękiem przed światem.

Moc intencji

Pomocna w tej podróży będzie nasza intencja. Intencja wzmocni nasze pragnienie widzenia i doświadczania jedynie miłości. Intencja to po prostu nasza decyzja, by pamiętać w ciągu całego dnia o tym, czego najbardziej pragniemy lub przypominać sobie o tym wówczas, gdy zapomnimy. Dobrze jest wiedzieć, że wszystko, czego doświadczamy w życiu jest zamierzone, czyli jest wynikiem naszej intencji. Tak jak naszym zamiarem było doświadczanie matriksu lęku i nikt z zewnątrz nam tego nie narzucił, tak i my możemy nasz zamiar zmienić: możemy wyjść z gry lęku poprzez decyzję, by kochać.