Spojrzenie do wnętrza

Kiedy oszustwo staje się normą i wszyscy się na nie zgadzają, wówczas prawda wydaje się iluzją, a iluzja prawdą. Wszystko jest odwrócone do góry nogami i nikt tego nie kwestionuje. Tak było do niedawna z całym tzw. cywilizowanym światem. Ale teraz to się zmienia. Obecna sytuacja na świecie związana z koronawirusem pokazuje jak na dłoni, że cały matriks naszego postrzegania się sypie. Ludzie zaczynają się budzić, dostrzegając, jak grubymi nićmi szyta jest „oficjalna” interpretacja rzeczywistości. I mają okazję, by zacząć zadawać prawdziwe pytania:

Czy cokolwiek, z tego, w co wierzyłem do tej pory, jest prawdą? A może jest odwrotnie niż myślałem: może wcale nie wierzę w to, co widzę, tylko widzę to, w co wierzę? Może świat jest tylko odzwierciedleniem moich własnych przekonań? A jeśli tak, to jakie moje nieświadome przekonania odzwierciedla obecna sytuacja na świecie? Czego się boję? I czy naprawdę jestem na tej Ziemi po to, żeby podtrzymywać chory system oparty na lęku, czy też jestem tu po to, aby żyć pełnią życia, realizując swój największy potencjał i najgłębsze pragnienie duszy? 

Przebudzenie do prawdy niekoniecznie jest podróżą usłaną różami i wszelkiego rodzaju cudownościami. Oświecenie zazwyczaj wcale nie jest feerią świateł i fajerwerków oraz pasmem błogości. Tego rodzaju doświadczenie może być niekiedy wręcz przykrywką dla lęku i sposobem ucieczki od spojrzenia w głąb siebie. Dlaczego unikamy spojrzenia w głąb siebie? Bo boimy się tego, co tam odkryjemy. Nie chcemy spoglądać w najciemniejsze zakamarki egotycznego systemu myślenia. Wolimy to omijać, skupiając się na pięknych duchowych koncepcjach. Piękne duchowe koncepcje, choć mogą wskazywać na prawdę, to same w sobie prawdą nie są. Miłość nie jest koncepcją miłości, lecz żywym doświadczeniem miłości.

A prawdziwa miłość nie unika, nie odrzuca i nie ukrywa niczego. Powód tego jest prosty: Miłość nie jest lękiem. To lęk ukrywa, stosuje uniki, ucieka, broni się, wypiera i odrzuca oraz przybiera „dobrą minę do złej gry” lub też maskę miłego człowieka, pod którą bardzo często kryje się jakaś forma nienawiści do siebie i świata. Miłość nie musi stosować tych strategii, ponieważ wie, że może objąć wszystko, przemieniając wszystko w swoje podobieństwo.

W spoglądaniu na najciemniejsze zakamarki myślenia ego wcale nie chodzi o jątrzenie ran, czy grzebanie w śmietniku, lecz o zwykłą świadomość. Świadomość własnej nieświadomości zawsze prowadzi do głębokiego energetycznego doświadczenia uzdrowienia. Jeśli określilibyśmy nieświadomość jako brak światła, to świadomość działa tak jak włącznik światła w ciemnym pokoju. Gdy zapalamy światło, ciemności już nie ma.

Co więc tak naprawdę zobaczymy, gdy spojrzymy w głąb siebie i obnażymy przed światem, jacy naprawdę jesteśmy? Czy zobaczymy jakiegoś potwora, lub czerń pełną winy? Wręcz przeciwnie. Potwory w nas samych straszyły nas tylko dlatego, że nie patrzyliśmy. Wina wydawała się prawdziwa tylko dlatego, że coś ukrywaliśmy i nie chcieliśmy tego obnażyć. Gdy jednak na to spoglądamy, to zamiast winy widzimy czyste światło. Wiem, to paradoks, ale tak to działa, a przynajmniej takie jest moje doświadczenie. Zaprzestanie ukrywania się i szczerość prowadzą do końca poczucia winy i do odkrycia wewnętrznego światła.

Co więcej, świat również będzie mógł wówczas zobaczyć nasze światło. Zamiast udawać, staniemy się bowiem autentyczni. Zaczniemy czuć, jacy jesteśmy, nawet jeśli te uczucia początkowo nie będą wygodne. A gdy zaczniemy naprawdę czuć, to rozpoznamy również świętość i absolutną doskonałość każdego naszego doświadczenia. Światło będzie z nas jaśnieć w sposób naturalny, ponieważ nie będziemy go tłumić przy pomocy duchowych koncepcji i nieświadomych przekonań.

I jeszcze jedno: nic nam nie pomoże koncepcja, że świat jest iluzją lub że oddzielenie jest złudzeniem, jeśli nadal podświadomie wierzymy w mechanizmy rządzące światem. Iluzją jest to, co rozpoznajemy jako niemające żadnej substancji, jako pozbawione treści, niemające na nas żadnego wpływu i nieistniejące. Jeśli świat nadal ma na nas wpływ, to nie oszukujmy się mówiąc, że jest iluzją. Dla nas bowiem jest on nadal prawdziwy. Aż do momentu, gdy budzimy się z własnych złudzeń. I wtedy jesteśmy przebudzeni. Przebudzenie nie oznacza przypudrowania świata stosem czułych koncepcji o miłości i prawdzie. Gdy jesteśmy przebudzeni, widzimy świat taki, jakim jest. Nie ukrywamy przed sobą niczego. Nie spychamy niczego w nieświadomość. Potrafimy spojrzeć ze spokojem na własną wyprojektowaną na świat nienawiść i przerażenie. Wiemy bowiem, że tylko poprzez skontaktowanie się z tym, co ukryliśmy, wyzwalamy się od tego. Czy widzisz, jak stwierdzenie: poznajcie prawdę, a prawda was wyzwoli nabiera w tym kontekście zupełnie nowego znaczenia? Nie chodzi w nim tylko o poznanie absolutnej prawdy miłości, która wyzwala nas od lęku. Chodzi też o poznanie prawdy o własnym lęku, abyśmy mogli przestać się go bać.