Uzdrowienie w świetle

Poniższy tekst powstał w oparciu o medytację, którą nagrałem w dniu 8 naszego cyklu spotkań online pt.: Światło Świata:

W świetle wszystko, co ukryte, wychodzi na jaw. Na początku może być nam z tym niewygodnie, ponieważ przyzwyczailiśmy się do ciemności i nie zawsze od razu chcemy z niej zrezygnować. I stąd gdy pojawia się dużo światła, często nasz konflikt wydaje się zwiększać, ponieważ zostaje obnażone to, co dotąd ukrywaliśmy i do czego nie chcieliśmy się przyznać. Czy możemy spojrzeć na całą sytuację z koronawirusem, jak na przejaw naszego własnego światła, które pokazuje nam wszystkie przejawy naszej nieświadomości? Dzieje się tak tylko dlatego, że o to poprosiliśmy. Poprosiliśmy o prawdę. Nie chcieliśmy się więcej ukrywać.

Tak jak gorączka nie jest przejawem choroby, lecz zdrowienia, tak i obnażenie naszej niepoczytalności jest pierwszym krokiem do zdrowia umysłu. Co z tego, że przez ułamek sekundy nasz lęk może się zwiększać i może się nam nawet wydawać, że za chwilę rozpadnie się cała nasza tożsamość i umrzemy? Nasz zwiększony lęk to nasza gorączka, to wyjście na światło tego, co zawsze w nas było, a teraz jest uzdrawiane.

Gdzie jest ciemność, gdy przychodzi światłość? Gdzie jest mrok, gdy zapalamy światło w pokoju? Nigdzie. Obnażony lęk przestaje być lękiem. Lęk trwał w nas dlatego, że się ukrywaliśmy przed światłem. Natomiast obnażona ciemność przestaje straszyć. W świetle świadomości nieświadomość musi się rozpłynąć.

Spójrzmy więc szczerze w siebie. Nie możemy bowiem rozwiązać problemu na poziomie symptomów. Rozwiązywanie problemu na poziomie symptomów było właśnie naszą nieszczerością, naszą ciemnością, naszą niechęcią, by spojrzeć głębiej, na przyczynę problemu.

Spójrzmy zatem poza symptomy, które są jedynie pozorami. Wirus zaś jest jedynie symptomem. Wirusy i bakterie w świecie materii są zawsze dookoła nas i w nas, i same z siebie nikogo nie zabijają. Nie mają takiej mocy, chyba, że my im damy tę moc. A dajemy im ją poprzez nasz lęk. To właśnie stres skumulowany w ciele jest przyczyną większości fizycznych dolegliwości. To stres osłabia nasz system odpornościowy, czyniąc go podatnym na wirusy i inne zewnętrzne wpływy.

Możemy więc spojrzeć na koronawirusa jako zwykły symptom choroby umysłu – naszej własnej niepoczytalności – która przejawia się w chorych strukturach społecznych i politycznych, zatruciu środowiska, jedzeniu toksycznych, przetworzonych, nienaturalnych dla organizmu pokarmów, uporczywym dążeniu do osiągnięć, czy zwykłej walce o przetrwanie.

Nic nam nie da obwinianie innych za istniejący stan rzeczy. To byłoby również działaniem na poziomie symptomów. Przyczyna problemu jest w nas. I rozpoznanie jej w nas jest początkiem uzdrowienia. Problem i rozwiązanie są bowiem zawsze w tym samym miejscu. Gdy rozpoznamy problem, taki jaki jest naprawdę, natychmiast zobaczymy też rozwiązanie.

Spójrzmy więc, jak my sami przyczyniamy się do trwania problemu. Nie obwiniajmy się jednak za to. Chodzi tylko o to, by zobaczyć, co już nam nie służy, czego nie musimy się już trzymać i z czego możemy teraz zrezygnować. A więc zapytajmy się w swoim wnętrzu, czy jest w naszym życiu coś, co przyczynia się do trwania problemu. Być może jest to stresujący tryb życia. Być może jest to sposób, w jaki traktujemy swoje ciało, nie dając mu wystarczająco uwagi, spokoju, ruchu, dobrego pożywienia. Być może jest to stresujące środowisko pracy lub toksyczny związek lub generalnie ludzie, którymi się otaczamy? Być może są to osądy i przekonania, które utrzymują nas w stresie. Wszystko to wpływa nie tylko na obraz świata, który widzimy, ale i również na stan naszego systemu odpornościowego. Możemy więc teraz szczerze zapytać siebie:

W jaki sposób ja osłabiam swój system odpornościowy?
Gdzie nie dbam o siebie i nie daję sobie wystarczająco miłości?
Jakimi ludźmi się otaczam i w jakim środowisku żyję?
Czy to, co robię, jest moją pasją, czy też działam jedynie w oparciu o rutynę lub lęk o przetrwanie?

Czy moim kompasem w życiu jest serce czy intelektualny umysł?

Choć prawdą jest, że nie jesteśmy ciałami, to sama ta koncepcja nam nie pomoże. Stan naszego ciała odzwierciedla bowiem stan naszego umysłu. Zatrzymajmy się więc i spójrzmy na to, co nam mówi ciało – nie po to, by się z nim utożsamiać, ale po to, by przemienić swój umysł. Przemiana umysłu to nie tylko zmiana postrzegania. W ślad za zmianą postrzegania idzie też inna postawa wobec życia i zmiana zachowania. Zatrzymajmy się i pochylmy nad wszystkim, co ukryliśmy, a co ta sytuacja z koronawirusem w nas wzbudza. Być może zobaczymy ukryte lęki. Być może zobaczymy jakieś zaniedbanie, naszą bierność, niepodążanie za pasją serca. Być może teraz możemy wrócić do czegoś, co odkładaliśmy na później, na co nigdy nie było czasu. Być może będzie to coś tak zwyczajnego jak założenie ogrodu lub zadbanie o niego, zrobienie remontu, zmiana oblicza firmy, nauka i rozwijanie jakiejś umiejętności czy przeczytanie konkretnej książki. Cokolwiek by to nie było, możemy teraz wykorzystać ten czas wyciszenia, ten czas kwarantanny, by zobaczyć, czego naprawdę chcemy. I bądźmy wdzięczni za światło, którym jesteśmy. Bądźmy wdzięczni za ciemność, którą w świetle możemy zobaczyć i puścić. Bądźmy wdzięczni za uzdrowienie, które niczym wodospad wypłukuje wszystko, co już nam nie służy.

A oto nagranie medytacji z dnia 8, w której używam m.in. fragmentów powyższego tekstu:

Listen to „Światło Świata – Medytacja – Dzień 8” on Spreaker.